Zamieszanie za szlamem, czyli Super Slime w naszym domu

Napisane przez 6 Gru 2017 w DIY, Zabawy
Dodaj komentarz

super slime domowe masy

 

Każdego wieczoru tydzień przed Mikołajkami, 25 kilogramów uwieszonych na naszych szyjach powtarzało jak mantrę „tak baaardzo chciałabym dostać Super Slime na Mikołajkiiii”. Rytuał był prowadzony z takim ładunkiem emocjonalnym, że nasza podświadomość przekonała naszą jaźń i Super Slime został przyjęty w poczet domowego rozgardiaszu. Zestaw składający się z książki Super Slime i pudełka zawierającego potrzebne produkty, zamówiliśmy na stronie slimebox.pl. Pomysł sprzedawania książki z boxem zawierającym składniki uważamy za bardzo udany, bo razem tworzą sensowny zestaw prezentowy. Ponadto układ taki opłaca się obu stronom, bo część składników jest trudna do kupienia w niewielkiej ilości (np. styropianowe kulki). Z kolei kupiona hurtowo i podzielona na porcje, stanowi – jak mniemam – przykład udanego przedsięwzięcia biznesowego.

 

laboratorium w domu dzieci

 

W zestawie znajdowała się oczywiście książka Super Slime – Alyssy Jagan, a ponadto klej PVA (niby wikolowy, ale podobno nie wszystkie się nadają), zestaw aktywator (powoduje ścinanie się kleju i można zastępować go podobno płynem do prania/do soczewek/boraksem) – czyli płyn plus soda oczyszczona, brokat, cekiny, barwnik (kolory są niespodzianką), styropianowe kulki, piasek kinetyczny i dwa pudełka do przechowywania gotowych mas. Nie wiem co ze sztucznym śniegiem, który miał być w pudełku – mam wrażenie, że dostaliśmy dwie torebki styropianowych kulek. Ale może w swojej ignorancji nie odróżniam śniegu od styropianu – w końcu śnieg zimą zaczyna u nas zakrawać na anomalię klimatyczną.

 

książka eksperymenty dzieci

 

O skali zjawiska jakim jest chęć jednoczesnego zanurzania się w kleju, cekinach i detergencie naraz, niech świadczy fakt, że profil 16-letniej autorki Super Slime na Instagramie śledzi ponad pół miliona fanów. Prawdopodobnie wśród nich znalazła się nasza córka, bo perspektywa samodzielnego wykonania ponad 100 slime’ów w domu, wydała jej się przynajmniej kusząca. Zaletą inspiracji slime’owych jest to, że do ich realizacji potrzebne są raczej ogólnodostępne, tanie i bezpieczne składniki. Przykładem niech będzie mąka, klej, brokat czy pianka do golenia. Projekty mają różny stopień trudności od prostych po dość osobliwe. I tak rozpoczynamy naszą przygodę od mas bazowych i podstawowych, a w perspektywie mamy masy puszyste (fluffy slime), brokatowe (glitter slime), tęczowe (rainbow slime) czy emitujące strzelające dźwięki (crunchy slime). A oto nasz pierwszy slime:

 

super-slime-4

 

Podsumowując – slime to masa domowej roboty o różnych kolorach i strukturach. Książka z przepisami nadaje kierunek naszym eksperymentom i praktycznie zapewnia satysfakcjonujący efekt. Przypominam sobie z pewną nostalgią, że latem obserwowałam powstawanie wszelakich błotnistych brei w ogrodzie. Nie mam nic przeciwko babraniu się w ziemi z domieszką wody, kwiatowych płatków i kamyków, ale właśnie trwa półroczny listopad i wersja domowego laboratorium bardzo mi odpowiada. Przyjemnie też jest obserwować jak dziecko zabiera się do czegoś z entuzjazmem i nowymi pokładami energii.




# # #