Wycieczki z dzieckiem, czyli nosidło ergonomiczne kontra turystyczne

Napisane przez 24 maja 2016 w Akcesoria, Ruch
Jeden komentarz

Nosidło na wycieczki ergonomiczne Tula

 

Jesteśmy świeżo po majowym wyjeździe w góry. Pojechaliśmy razem z prawie-dwulatkiem, który nie jest kozicą górską. To znaczy – myśli, że jest, ale my widzieliśmy wyraźnie, że się myli. Konsekwencją tego, że droga trudna i długa, jest oczywiście to, że musieliśmy ślimaka, o ego kozicy, nosić. Czasem wbrew jego woli, żeby był jakiś postęp w wycieczce. I tutaj potrzebne jest dobre nosidło.

Dobre – to oczywiście kwestia w pewnym stopniu względna, bo nie każdemu to samo odpowiada, a tutaj musi spełniać kryteria podwójnej wygody – noszącego i niesionego. Bezwzględnie dobra, powinna być jakość. I taka była, bo dysponowaliśmy prawdziwym nosidłem turystycznym, znanej niemieckiej firmy, z aluminiowym stelażem i solidną częścią tekstylną. A jeśli chodzi o nosidło ergonomiczne – jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami Tuli.

 

Nosidło turystyczne dla dzieci

 

Nosidło turystyczne – czy warto zabrać na wakacje?

 

Nosidło turystyczne z punktu widzenia noszącego, przypomina plecak ze stelażem. Ciężar umieszczony na plecach jest rozkładany na pas biodrowy i piersiowy, co zmniejsza jego odczuwanie. Od plecaka, w moim odczuciu różni się tym, że punkt ciężkości znajduje się dalej od pleców, co powodowało, że czułam się nieco „ciągnięta” do tyłu. Ten fakt pogłębia też ruchliwość dziecka, które w nosidle turystycznym jest daleko bardziej swobodne w ruchach, niż w ściśle przylegającym do ciała, ergonomicznym. Z punktu widzenia niesionego, czyli dziecka, sytuacja może wyglądać różnie.

Otóż w przypadku, wówczas półtorarocznej, starszej córki, podczas analogicznej majówki osiem lat temu, nosidło turystyczne sprawdziło się bardzo dobrze. Zapewne dlatego, że dziecko nie  znało Tuli, a jedynie umiarkowanie dozowane, noszenie w chuście kółkowej. Natomiast ostatnia majówka i młodsza córka zaskoczyła nas całkowitym odrzuceniem nosidła turystycznego. Czynione przez nas sprytne podchody, nieustannie kończyły się płaczem, a słownictwo uległo spontanicznemu wzbogaceniu, żeby protest był czytelny. Było to tym dziwniejsze, że młodsza latarośl jest z natury swojej odważniejsza i mniej bojaźliwa. Odnieśliśmy wrażenie, że dziecko „zawieszone” w  stelażu, nie mające bezpośredniego kontaktu z ciałem rodzica, a mające za punkt odniesienia pozycję z Tuli, czuło się po prostu niepewnie. Rezultat był taki, że ostatecznie w Tatry poszliśmy z Tulą.

Przewaga nosidła turystycznego nad Tulą  jest m. in. taka, że można je postawić na ziemi po rozłożeniu stelaża, bez wyjmowania dziecka. Jeśli mocno śpi, to mamy chwilę na delektowanie się widokami. Dodatkowym plusem jest to, że możemy do niego sporo zapakować – w naszym modelu, pod siedziskiem, była spora kieszeń, mieszcząca osłonę przeciwdeszczową i daszek (to też niewątpliwe zalety tego rozwiązania) oraz trochę innego bagażu. Na pasie biodrowym, również były (odpinane) kieszonki, a z tyłu za plecami jeszcze parę mniejszych. Wydaje mi się też, że w tym wariancie łatwiej jest ubrać dziecko, nie powodując przegrzania – nosidła ergonomiczne, to jednak permanentnie „przytulona” pozycja, a więc ciepła. Z drugiej, jeśli jest zimno, do turystycznego możemy ubrać dziecko w ciepłe rzeczy, które nie zostaną „zgniecione” i zachowają swoje termiczne właściwości, bo dziecko nie jest przyciśnięte i dość swobodnie siedzi, przypięte pasami.

 

Nosidło ergonomiczne – czy nadaje się na dłuższe wycieczki?

 

Nosidło ergonomiczne Tula

 

Przewaga Tuli nad nosidłem turystycznym, jest również wieloaspektowa. Tula jest mała i lekka – nie zajęła nam sporej części bagażnika w samochodzie, a nieużywana akurat na wycieczce, zwisała sobie wesoło powiewając na pasie biodrowym, na kształt kuchennego fartucha. Decyzja o jej zabraniu, jest zdecydowanie mniej poważna i obciążająca. Tula daje   poczucie bezpieczeństwa. To oczywiście sprawa indywidualna, ale ja czułam się komfortowo mając dziecko przy sobie, a i ono na hasło „tula” robiło minę pogodnie przyzwalającą. Nie miałam niestety żadnego otulacza, ani bluzy mieszczącej nosidło w środku, a żałuję, bo to temat odpowiedniego ubrania siebie i dziecka była dla mnie w tym przypadku najtrudniejszy. Pomimo tego, w Tuli najwyraźniej dobrze się śpi. Nie jest to niemożliwe w turystycznym, ale jednak zdecydowanie jej przyznałabym palmę pierwszeństwa. Tula generalnie była dla mnie objawieniem, w kwestii noszenia dziecka i czuję się z nią trochę tak, jakbym niosła dziecko na rękach, a jednocześnie nie czuła jego ciężaru i ręce miała swobodne. Dziecko w Tuli jest lżejsze, wbrew prawom fizyki i zdrowego rozsądku. W górach odkryłam też po raz pierwszy, pozycję noszenia w Tuli na plecach, którą bardzo polecam na dalsze, czy cięższe wędrówki.

 

Podsumowanie – nosidło turystyczne kontra ergonomiczne

 

Podsumowując – ja, przy moich niespełna 160 cm wzrostu i mało atletycznej budowie ciała, to w Tuli właśnie, mogę niesforne 12 kg nieść dłużej, wyżej i z większym komfortem. Cena – pomimo, że Tula uchodzi za bardzo drogie nosidło i jest to wydatek rzędu 400 – 600 zł, to nadal jest tańszą opcją od dobrego nosidła turystycznego, którego cena będzie oscylowała bliżej tysiąca. Jeśli zdecydujemy się na zakup nosidła używanego, ta różnica się zmniejszy, bo używane Tule nadal są w cenie, a turystyczne tracą więcej względem pierwotnej ceny. Warto więc wziąć pod uwagę, że jeśli kupimy nową Tulę to potem sprzedamy ją relatywnie lepiej, niż turystyczne. Tula generalnie nie bez powodu świetnie broni się na rynku, sprawdza się w jej przypadku marketing „szeptany” i posiada grono zagorzałych zwolenniczek, do których i ja należę.

 

;




# # # # #

One thought

  1. Sandra

    12 marca 2018

    nie jestem fanką nosideł turystycznych. wydaje mi się że noszenie dziecka i bagażu to za dużo, komuś musi być niewygodnie. ja mam nosidło zwykle od Luna Dream. a bagaże nosi mąż ;p

    Odpowiedz