Psychiczny piątek – czy kupić dziecku psa…?

Napisane przez 24 maja 2019 w Dom, Psychiczny Piątek, Zabawa na świeżym powietrzu
Dodaj komentarz

 

Decyzja o wzięciu do domu psa miała u nas wagę doniosłą i była wynikiem wieloletnich namysłów. Wiedzieliśmy, że jak weźmiemy to na dobre i na złe. A mogło być różnie, bo alergia u dziecka, bo ja po przejściach z psem bardzo agresywnym i niebezpiecznym. Szereg pytań, na które wiedzieliśmy, że odpowiedź poznamy dopiero jak pies będzie już z nami jakiś czas.

Już sam tytuł jest kontrowersyjny – bo dlaczego psa kupować? Psy powinno się przecież raczej adoptować. U nas jednak nie schronisko. Niestety. Poprzedni pies był ze schroniska, nie poradziłam sobie z nim, pomimo starań, pomimo szkolenia. Porażka i strach, że się powtórzy, że przypadkowe związki nie zawsze są dobre. Znajoma psia behawiorystka potwierdza obraną drogę – do domu gdzie są dzieci pies ze schroniska jest czasem zbyt dużą niewiadomą. Do tego alergia więc dobrze byłoby wiedzieć jaka reakcja na „konkretny model”. Poza tym adopcje nie załatwią sprawy bezdomności psów. Tak naprawdę może to spowodować dopiero ograniczenie ich dostępności i – paradoksalnie – właśnie hodowanie psów o dobrych, atrakcyjnych dla człowieka cechach. Więc rasa – chcieliśmy, żeby była łagodna, przyjazna i inteligentna. Raczej większa niż mniejsza.

Border Collie – wrażliwy, ukierunkowany na współpracę z ludźmi, wybitnie inteligentny. Teraz hodowla – wiele miesięcy konsultacji, zastanawiania się, sprawdzania opinii. Wreszcie wybór padł na Ścigając Wiatr i Kaję Chudalewską z Częstochowy. To nic, że daleko, bo przejechałabym pół świata. Profesjonalna hodowla, prowadzona przez wspaniałą osobę. Z ogromną dbałością o dobór psów do ludzi i odwrotnie. Bardzo uczciwie. Stajemy się właścicielami suczki GLEAMING IN SUNLIGHT – u nas Hollie, z miotu który powinien mieć predyspozycje do dogoterapii. Pamiętam nasz pierwszy kontakt wzrokowy – wierzcie lub nie, ale rozumny – przynajmniej z jej strony. Taki z przekrzywieniem główki, jak na filmach.

 

 

Hollie jest już u nas osiem miesięcy. Po tym czasie mogę z ulgą i pełnym przekonaniem powiedzieć – to była bardzo dobra decyzja. Nie każdy przypadek jest taki, opisuję tutaj naszą drogę, naszą relację i nasze doświadczenia. Wielu ludzi znających się na specyfice rasy powie, że to nie jest pies do dzieci, że nie „na kanapę”, że tylko dla prawdziwych sportowców, zapaleńców i „nak…wiatorów” – jak nadmienił mój mąż. Otóż niekoniecznie. U nas to pies do kochania przede wszystkim. I do wspólnej zabawy – takiej, która przynosi radość każdej ze stron. Jest nam dobrze ze sobą, tak myślę.

Chyba podstawową zasadą jakś kierujemy się w byciu z psem, jest szacunek i budowanie relacji. Przyjemność współegzystencji musi być odczuwana przez obie strony. Aby żyło nam się łatwiej szkolimy się my (ukłony w stronę Centrum Edukacji Kynologicznej ALTO) i pies. I chciaż Hollie jest dokładnie taka, jak chcieliśmy, to jeszcze wiele pracy przed nami.

 

Co się zmieniło odkąd mamy psa?

Prawie wszystko trochę się zmieniło. Pies to nowy, wymagający domownik, którego nieustannie trzeba brać pod uwagę. Okres szczenięcy wcale nie jest taki słodki, to tak naprawdę ciężki czas. Czas wytężonej uwagi, zniszczeń, sprzątania, treningu cierpliwości. Czy ludzie pozbywają się psów, bo przestały być słodkimi szczeniaczkami, czy może dlatego, że po tym okresie wiedzą już mniej więcej na co się porwali – nie jestem pewna.

Border Collie to rasa bardzo, bardzo absorbująca. To pies o ogromnej energii i potrzebie zabawy. To taki trzylatek, którego nie da się posadzić przed telewizorem. Nie zapewnisz atrakcji – licz się ze zniszczeniami i wspólną frustracją. W związku z tym – nie nudzimy się. Zostaliśmy postawieni na nogi. Dzieci są więcej na zewnątrz. Pies osadził je silniej w realnym świecie. Wyeliminował część czasu spędzanego przed komputerem. Skradł mi ich pierwszy poranny uśmiech i najsłodsze słowa uwielbienia z ust mojego męża.

 

Jak wyglądają relacje dzieci – pies?

Jedna z naszych córek ma 12 lat i jest oazą delikatności w kontaktach ze zwierzętami. Z Holcią są dla siebie nawzajem terapeutkami w tym zwariowanym świecie. Wcale nie przesadzam – obie ze sobą są spokojne i szczęśliwe. „Wiesz mamo, jak ją głaszczę to od razu czuję się lepiej” – to jej słowa.

Druga nasza córka to żywioł. Pięć lat robi swoje, ale taka też się urodziła. Z reguły nie zostaje z psem sama. Póki co tak lepiej, chciaż nigdy nic się nie stało. Kochają się dynamiczną miłością i są najwierniejszymi towarzyszami zabaw dla siebie nawzajem. Osiągnęły coś w rodzjau ponadgatunkowego porozumienia i zbudowały relację jakiej nie ma żadne z nas. Tyle śmiechu i radosnego pobudzenie nie było u nas nigdy wcześniej.

Nigdy nie baliśmy się, że pies zrobi coś któremukolwiek z naszych dzieci.

 

Jak wyglądają relacje – dzieci dziadkowie?

Słodko. Pełne subtelnego zrozumienia własnych potrzeb. Empatii. Spokojnej radości z domieszką rozpieszczania. Śmiechu.

 

Jak wyglądają relacje pies – listonosz?

Listonosz reprezentuje resztę świata. No i co tu dużo mówić – listonosz to swój cżłowiek. Przypuszczam, że podobnie jak złodziej i prawie każdy na ulicy. Hollie na wstępie obdarza ludzi ogromnym kredytem sympatii i zaufania. Najczęściej z wzajemnością.

 

Hollie i ja …

Zdziwilibyście się ile razy podczas pisania tego posta rzuciłam gumową kość, piłkę i piszczącego skunksa. Raz wstawałam, żeby zabrać jej z pyska książkę mojej siostry, raz żeby sprawdzić co robi, raz żeby zabrać papierek od cukierka, raz żeby wyprowadzić na spacer, żeby umyć zabawkę, a potem umywalkę bo pies aktywnie uczestniczył w myciu i kilka razy zabraniałam ogryzania nogi od stuletniego dębowego stołu. W tym czasie choremu pięcioletniemy dziecku zrobiłam kakao…

 

 

 

Najlepszy pies dla dzieci