Metalowy czy drewniany rowerek biegowy – Puky LR XL kontra B-Square Kids

Napisane przez 5 Kwi 2018 w Ruch, Zabawa na świeżym powietrzu
Dodaj komentarz

rowerek biegowy metalowy czy drewniany

 

Rowerek biegowy uważam za zakup niemniej niezbędny niż wózek. Obydwie nasze córki korzystały z tego środka lokomocji i po latach doświadczeń uważam go za najbezpieczniejszy i najbardziej uniwersalny. A to za sprawą przejęcia pełnej odpowiedzialności przez dziecko, nad duetem złożonym z własnego ciała i roweru. Nawet najbardziej opiekuńczy i helikopterowy rodzic, choćby chciał nie ma za bardzo możliwości ingerencji. A to często jest kluczem do zdobycia kolejnych sprawności, przez otoczone kokonem przesadnej uwagi pociechę. Wiem coś o tym, bo sama asekurowałam kijkiem jadące -uwaga! – rowerem z pedałami i doczepionymi kółkami własne dziecko. Czyniłam tak pomimo kasku i bocznych kółek. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko dodać fakt, że córka rozpędzała się na nim do granic swoich możliwości, po czym wykonywała mrożący krew w żyłach nagły, silny zwrot kierownicą. Ten iście cyrkowy numer polegał na jeździe na przednim i jednym tylnym bocznym kółku po ciasnym łuku – w moim odczuciu na granicy życia i śmierci. Niestety również ja biegam za gokartem, w którym Marysia z obłędem w oczach wykonywała podobny manewr. I gokart pomimo swoich 4 kółek i nisko położonego środka ciężkości, również stawał się na chwilę pojazdem dwukołowym. Moje serce uspokoiło się dopiero przy rowerku biegowym.

 

 

Rower biegowy drewniany

Łucja 10 lat temu jeździła na rowerku biegowym B-Square Kids, przywiezionym z Niemiec i będącym wówczas w naszym 40- tysięcznym mieście chyba drugim tego typu pojazdem, wywołującym powszechne zainteresowanie. Był to model drewniany – wysoka rama wykonana z grubej sklejki, z kierownicą z ograniczonym skrętem. Do tego pompowane koła o plastikowych szprychach i bardzo proste siodełko obite czymś w rodzaju grubej ceraty, niestety drącej się już po latach. Z przodu mała torebka na „coś” – picie albo misia. Był to bardzo dobry zakup, w atrakcyjnej cenie. Jego zaletą była niska waga, która z jednej strony pozwalała dziecku na swobodne podnoszenie go, co rekompensowało niedostatki słabo skrętnej kierownicy, a z drugiej strony nam ułatwiała niesienie go w ręku bez zmęczenia. Model tego typu bardzo polecam na początek, ze względu właśnie na kierownicę z ograniczonym skrętem – dziecku łatwiej jest panować nad takim rowerem oraz ze względu na lekkość – która ma istotne znaczenie gdy dziecko jest jeszcze nieduże. Taki rowerek łatwo jest przestawić, podnieść mu przednie kółko, czy wykonać zwrot o 180 stopni.

 

 

Rower biegowy metalowy

Dzisiaj widok laufradu nie wzbudza większego zainteresowania, bo bardzo się upowszechnił. Marysia początkowo jeździła na rowerze po starszej siostrze, ale ostatnio kupiliśmy zupełnie inny konstrukcyjnie model Puky LR XL. Podstawowa optyczna różnica między modelami, to materiał z którego są wykonane. Puky ma metalową, niską ramę co skutkuje wyższą wagą ale i inną geometrią. Pojawiła się tutaj możliwość zamocowania niskiego podestu. Największa różnica funkcjonalna między nimi jest taka, że Puky ma w pełni skrętną kierownicę – jak w tradycyjnym rowerze. Wymaga ona umiejętności panowania nad lekko i w większym zakresie obracającym się drążkiem. Kolejną różnicą jest hamulec typu V-brake, który nie występował w modelu drewnianym. Siodełko jest specjalnie wyprofilowane pod kątem „przebierania nogami”. Fenomenalne koła łożyskowane i z metalowymi szprychami o bardzo grubych oponach dają świetną amortyzację. Łożyska kulkowe znajdują się również w sterach kierownicy. Nóżka – podpórka zaprojektowana tak, że dziecku łatwo jest ją samodzielnie rozkładać i składać, osłona kierownicy, bardzo dobre uchwyty, malowany proszkowo lakierem. Wyprodukowany w Niemczech. Waga – prawie 6 kg.

Mamy również hulajnogę firmy Puky, która sprawdza się doskonale i była sporą zachętą do nabycia roweru tej marki. Brak taryfy ulgowej jeśli chodzi o jakość, przekłada się na dużą przyjemność z jazdy. U nas laufrad to nie jest nawet pojazd który służy spacerom bez celu. Jest to pełnowartościowy, niesamowicie praktyczny środek lokomocji, na którym trzylatek przemierza miast o wzdłuż i wszerz. W tempie bardzo przyzwoitym, razem z matką nierzadko wlokącą się w ogonie. Marysia jeździ na nim do przedszkola i odbywa karkołomne zjazdy z leśnych pagórków. Ja uczę się dawać jej więcej swobody i czerpać satysfakcję z tego, jak dobrze sobie radzi.

 

 

Podsumowanie i wnioski

Zestawienie tych dwóch modeli nie jest może całkiem trafione, ponieważ to różna kategoria cenowa. Drewniany z tego  co pamiętam kosztował nas 100 zł, a Puky kosztuje prawie 600 zł. Niemniej jednak reprezentują różny zestaw cech i każdy z nich ma swoje zalety. Model drewniany polecałabym na początek (2+) – jest lekki i dziecku łatwiej jest nad nim panować. Zaleta dla rodziców – łatwiej się nosi. Jest zdecydowanie lżejszy, a kierownica „trzyma kierunek” i nie obija się o nasze nogi.

Model metalowy lepiej sprawdzi się u dziecka starszego (3+). Będzie dobrym wstępem do roweru z pedałami ponieważ ma działającą analogicznie kierownicę. Pamiętam, że dla Łucji przesiadanie się bezpośrednio z laufradu z ograniczoną sterownością na rower klasyczny, było trudnością podwójną – raz ze względu na pedały, a dwa – właśnie ze względu na panowanie nad kierownicą. Dlatego pomysł zakupu dwóch rowerków ma swoje uzasadnienie. Puky LR XL jest rowerem dużym – dla dzieci o długości nogi mierzonej od strony wewnętrznej powyżej 41 cm. Jego ogromną zaletą jest duży zakres płynnej i swobodnej regulacji wysokości siodełka i kierownicy. To rowerek na lata i zarazem największy model wśród biegowych rowerów Puky.

Oba modele bez wątpienia zawierają w sobie sesję terapeutyczną dla takich spanikowanych rodziców jak ja i pozwalają naocznie się przekonać, że dziecko samo (!) może jechać i nie przypłaca tego trwałym kalectwem. Myślę, że jest to doskonała metafora dziecięcej samodzielności – tam gdzie pojawia się pełna odpowiedzialność, tam jest też większa samoświadomość, pełniejsza kontrola i pewność siebie.

 

 




# #

Podziel się na Facebooku
Tweetuj
Podziel się na Google+