Trzy świnki Raquel Méndeza i Helgi Bansch – o trzodzie chlewnej z wdziękiem i humorem

Napisane przez 21 Mar 2018 w Książka w pigułce, Książki
Dodaj komentarz

 

Niedawno pisałam o zabawkach architektonicznych, więc może pora na wzmiankę o budownictwie dla najmłodszych. W końcu te dwie profesje powinny zgodnie współegzystować ze sobą. Trzy świnki to bajka tak popularna, że znajduje się w naszym domu w kilku wersjach. Dzisiaj wybieram tę, która podoba nam się najbardziej. Przyznam, że zawsze miałam z nią kłopot i z wytłumaczeniem dzieciom niuansów wytrzymałości budowli w zależności od materiału z którego została wykonana. Ponieważ pomieszkujemy czasem w domu drewnianym, bajka stała się przyczyną pojawiającego się niepokoju związanego z trwałością naszego tymczasowego schronienia. Zwłaszcza, że korzystamy z niego tam, gdzie rzeczywiście można spotkać wilki. Ponieważ mam dość lekceważący stosunek do pojemności płuc i siły dmuchania psowatych, usiłowałam zaszczepić go również dzieciom. Z miernym niestety skutkiem. Musiałam więc skupić się na trwałości dobrze wykonanych konstrukcji drewnianych, dziękując w duchu Opatrzności, że nie mieszkamy w domku ze słomy.

Przywieziona z ostatnich Targów Książki Dziecięcej Przecinek i Kropka książka wydawnictwa Tako pt. Trzy świnki, autorstwa Raquel Méndeza z ilustracjami Helgi Bansch, podbiła z miejsca nasze serca humorem i rysunkami – co jest w tym przypadku tożsame. Tekst jest krótki i esencjonalny, dobrze napisany, czyta się go lekko i rytmicznie. Reszty dopełnia obraz, który jak wiadomo wart jest wielu słów:

 

trzy świnki

 

Morał z opowieści sama nie wiem jaki. Bo z punktu widzenia wilka wytrwałość w dążeniu do celu nie została jednak nagrodzona. Ale – ważny jest czas, w którym zdecydujemy się działać, bo zanim świnki wybudowały domki wilk wyraźnie się obijał. Może nie był głodny, nie wiem, ale wyglądało to tak:

 

 

Ale i perspektywa świnki nie do końca jest pedagogiczna – nawet jeśli nie będziesz się wysilać i tak spadniesz na cztery łapy. Bo żeby chociaż litery. W każdym razie, zdaniem naszej córki, wilk prosto z wrzątku pobiegł do lasu w którym spotkał Czerwonego Kapturka. Ale jak wiadomo i tam się nie najadł, a przynajmniej nie na długo.

 




# #

Podziel się na Facebooku
Tweetuj
Podziel się na Google+