Trzy czte ry – nowy, nietypowy kwartalnik dla przedszkolaków

Napisane przez 23 Sty 2018 w Czasopisma
Dodaj komentarz

 

Gdy byłam dzieckiem wmawiano mi, że sroki porywają przedmioty wyróżniające się w otoczeniu, bo są dla nich atrakcyjne. Wcale niekoniecznie błyskotki, tylko po prostu – inne. To była pierwsza myśl, gdy ujrzałam magazyn dla dzieci „trzy czte ry”. Gdyby przez wiele lat pokutujący stereotyp sroki – złodziejki był prawdziwy, to spośród stojących na półce czasopism dla dzieci, sroka wybrałaby właśnie to. Bo chociaż nie błyszczy, to zdecydowanie przyciąga wzrok i jest wybitnie nietuzinkowe. Tematem przewodnim pierwszego numeru są: wulkany, zorze i komety.

Tak jak w przypadku Kosmosu i tutaj mamy do czynienia z oddolną inicjatywą. Dwie pomysłodawczynie (Maria Dek i Agata Królak) we współpracy z wyjątkowym zespołem ilustratorów, stworzyły pismo bardzo przyjazne dziecku. Nienarzucające odgórnie krzykliwych form i treści, zostawiające ogromne pole do popisu czytelnikowi – jego rękom (bo jest i coś do wycięcia i miejsce do rysowania) i jego wyobraźni, bo są tam teksty niedopowiedziane, które kontynuują się potem jeszcze w naszych głowach.

 

kwartalnik trzy czte ry

 

Co zwraca uwagę w „trzy czte ry”? Bardzo nietypowa paleta barw – dobrze, niech dzieci wiedza ze są i takie kolory. Duży, dywanowy format, sprzyjający zabawie na podłodze – i taką wybrałyśmy, chociaż strony można porozrywać i poskładać tradycyjnie. Gruby papier o gramaturze 170 g/m² no i grafika – ciepła, zostawiająca niedopowiedziane pole wyobraźni, nieprzytłaczająca formą i kolorem.

Co wpływa na pozytywny odbiór kwartalnika? Ja bym powiedziała, że partnerskie traktowanie dziecka. I nie chodzi mi o to, że treści są poważne i niedostosowane do wieku, bo absolutnie tak nie jest. Chodzi o to, że dzieci są traktowane poważnie, z szacunkiem i uwagą. Widać, że pomysłodawca chce dostarczyć im treści na jakie zasługują, jako myślące i unikalne jednostki. Dlatego w „trzy czte ry” jest miejsce na to, żeby się pobawić (memo), żeby się czegoś dowiedzieć (np. o wulkanach), żeby o czymś porozmyślać i żeby zrobić coś samemu (narysować, albo upiec).

Co nam podobało się najbardziej? Chyba wulkan. Mnie samej dlatego, że dostarcza dawkę rzetelnej wiedzy. Dziewczynom dlatego, że można było się realizować plastycznie bardzo swobodnie – w ramach zamieszczonych sugestii, albo i nie. Starsza córka dosiadła się do nas z własną kartką i też rysowała. Młodsza przytargała farby akwarelowe i malowała pędzlem, palcami, chusteczką i wodą, wodą, wodą… Tutaj brawa dla papieru, na którym wydrukowane jest „trzy czte ry”, bo wytrzymało bezwzględną próbę namaczania i tarcia.

„trzy czte ry” to w założeniach „kwartalnik dla dzieci w każdym wieku” i u nas to się sprawdziło. Bawiłyśmy się razem, bawiłyśmy się dobrze. Spędziłyśmy wspólne chwile nad „trzy czte ry” i cóż – czekamy na kolejny numer i życzymy autorom, ale i dzieciom żeby ta inicjatywa miała swój dalszy ciąg.

 




#