„Ręcznie robione” książki z fotografią ilustracyjną dla dzieci

Napisane przez 16 Paź 2017 w Książki
Dodaj komentarz

fotografia-ilustracyjna-1

 

Książki z fotografią ilustracyjną często łączy to, że sceneria w której rozgrywa się akcja powstała najpierw jako makieta. Zdjęcia uwydatniające każdy detal istniejących materialnie postaci, daje nam silne złudzenie realności. Myślę, że podobnie muszą odbierać to dzieci. Nie jest przecież zwykłą, od początku do końca zmyśloną bajką coś, co istnieje naprawdę. A Sam i Julia Kariny Schaapman oraz będąca dopiero w przygotowaniu The Whatamagump, jak wyraźnie widać – są bardzo realni. Warto zauważyć i docenić tę odrębną kategorię, wymagającą od autorów bardzo konkretnych umiejętności manualnych.

Do stworzenia tych pozycji zaprzęgnięto dwie zupełnie różne techniki artystyczne. Rustykalny mysi domek wykonany z kartonowych pudeł i paper mâché, przywodzi niejednemu na myśl własne próby sklejania kartonów w dzieciństwie. I chociaż większość z nas, nie wykazała się taką determinacją jak autorka Sama i Julii, to miło jest popatrzeć, jak czyjaś wyobraźnia się zmaterializowała.

 

sam-julia-1

 

sam-julia-2

 

sam-julia-3

 

sam-julia-4

 

The Whatamagump to historia zupełnie nie strasznego potwora, który pokonuje swoje rozliczne obawy z pomocą i odwagą swojego najlepszego przyjaciela – żądnej przygód 7-letniej Julii. I tutaj ilustracje tworzy nie farba, nie kredka, nawet nie komputer, a zespół artystów. Figurki i wszystkie szczegóły wyszły spod rąk pięciu wykwalifikowanych rzeźbiarzy i rzemieślników różnych specjalności, podczas pracowitych 3 miesięcy. Zaaranżowane obrazy w ujęciu 50 mm obiektywu, w różnych warunkach oświetleniowych, zaowocowały powstaniem 32-stronicowej książki, w której głębia i realizm ilustracji jest rzeczywiście niezwykły.

 

realistyczne obrazki ksiazka dla dzieci

 

fotografia ilustracyjna dzieci

 

ksiazka-dzieci-1

 

ksiazka-dzieci-3

 

ksiazka-dzieci-4

 

Dom Julii z The Whatamagump, jest inny bardziej ludzki i nowoczesny, rodem ze współczesnej animacji. Mianownikiem wspólnym i mocną stroną obu tych książek jest klimat. Bo można sobie pewnie wyobrazić, że mysi domek jest wykonany staranniej, lepiej w sensie technicznym, czy nawet artystycznym. Natomiast trudno byłoby mi powiedzieć, co bym w nim zmieniła bo pewnie nie zmieniłabym nic. Cenna jest właśnie ta niedoskonałość dająca nam poczucie prawdziwości i swojskości. Myszy nie mieszkają na salonach, one zamieszkują norki. I nie są pedantyczne. Ich mieszkanie musi być więc nieco „przyprószone”.

Trudno byłoby osiągnąć tego rodzaju realizm, nie wkładając w to duszy i cząstki życia – chociażby pod postacią czasu. Piękny jest rynek wydawniczy, który oferuje nam z jednej strony opowieści niedopowiedziane ilustracyjnie i ulotnie bajkowe, a z drugiej oferuje tego rodzaju kategorię, która nie pozostawia wątpliwości, że miłe potwory i mówiące myszy istnieją naprawdę, w swoich realnych światach.




#